wtorek, 6 stycznia 2015

Deser - w roli głównej MASCARPONE i TRUSKAWKA

Powinnam napisać mascarBone bo to Krzyśkowa nazwa i podejrzewam, że ów samo nazewnictwo było powodem wczorajszej trudności odnalezienia przez Niego tego produktu w sklepie :) Historia się powtarza bo moje kochanie, niegdyś wysłane z misją odnalezienia sałaty wpada z kapustą a na moje oburzenie odpowiada : "to co, nie możesz z tym zrobić sałatki?". Hmmm ... :) Także zamiast serka MASCARPONE, mamy deser z mascarBone i riccottą a bohaterem dania jest mus z truskawek, malin i owocu granatu do tego posypka z gorzkiej czekolady i listek mięty . 
Enjoy !

 


niedziela, 4 stycznia 2015

NEW START - EAT SMART + keep fit !

Na szczęście czas beztroskiego lenistwa, obżarstwa i opilstwa dobiegł końca i można powrócić do "szarej" codzienności. Nowy rok to nowe wyzwania a mobilizacja tym większa, bynajmiej u mnie :)  Jestem pełna energii i optymizmu, oby tylko czas nie uciekał za szybko i udało mi się zrealizować moje postanowienia. Zaczynam plany wcielać w życie. Będzie więcej lekkich przepisów, jeszcze więcej ruchu a niektóre rzeczy ulegną totalnej zmianie ale o tym sukcesywnie, krok po kroku :)  Na pewno jest nad czym pracować !
A dziś - niedziela więc zaraz po niedzielnym śniadanku z moim NARZECZONYM wskoczyłam w utęsknione od kilku dni runnersy i ze słuchawkami w uszach ruszyłam przed siebie. Nie mam pojęcia jaki dystans przebiegłam ale łydki dają o sobie wyraźnie znać :) Ale fajnie wrócić do swoich zajęć - moja druga wielka miłość przecież nie może być zaniedbywana! Wracając, myślałam już tylko o jedzeniu. 
Przygotowałam lunch: 
Kotleciki z kaszą jaglaną, mięsem z indyka i warzywkami (cukinia, marchewka, pietruszka, kolendra ...) do tego brokuły i grillowane plasterki cukinii. Zdrowe i pożywne !


 Oczywieście pożarłam już kilka kotletów przy pieczeniu bo pachniały pysznie !

A tu widoczki podczas biegania - aż żal w taką pogodę siedzieć w domu ...





piątek, 2 stycznia 2015

BIG QUESTION - Galway trip

Sylwester był taki sobie ale Nowy rok to dopiero historia !! Nie wiem od czego zacząć bo do teraz wydaje mi się to takie nierzeczywiste. Jak sen. Jak bajka powinnam napisać, ale to jednak prawda .
Wczorajszemu wieczorowi towarzyszyły wielkie emocje bo i niespodzianka była wielka i na pewno, nigdy, przenigdy nie domyśliłabym się jej finału :D 
Cały nowy rok, w odróżnieniu od wieczoru sylwestrowego minął nam bardzo przyjemnie. Zwiedzaliśmy Galway. Jak pisałam wcześniej miasteczko jest bardzo klimatyczne i urokliwe. Pogoda, fakt, była okropna ale i tak cieszyliśmy się z wspólnie spędzonego urlopu . Świętowaliśmy, jedliśmy smakołyki (za dużo smakołyków) i w ogóle było jakoś tak specjalnie. Czułam, że coś wisi w powietrzu ale sama byłam podekscytowana więc myślałam, że to stąd. Nie no, nie myślałam ... bo kto by pomyślał ?!! 

Na wieczór mieliśmy rezerwację w restauracji. No i gdybym ja sobie to wszystko do kupy poskładała !! Tyle było znaków np. w święta przy kolacji spadł mi pierścionek z palca xD Krzysiek zerwał się ze stołu, podniósł, spojrzał na mnie i pyta "a jaki Ty rozmiar palca wogóle masz, takie masz chude te paluszki" Haha. Teraz to śmieszne ale wtedy nic się nie skapnęłam i mimochodem wymamrotałam, że nie mam pojęcia. Później K. Przyznał mi się, że zawinął kilka dni później ten pierścionek żeby pokazać jubilerowi. W ogóle konspirat, wszystko knuł na boku od kilku miesięcy a ja najmniejszego pojęcia nie miałam . W hotelu w pewnej chwili zauważyłam, że się zamyślił i uśmiechał sam do siebie ale twierdził, że tylko sobie coś przypomniał. No dobra, wracam do resturacji ... Było pysznie !! Najlepsza kolacja w moim życiu i nawet gdyby nie to co stało się potem i tak bym była zachwycona. Od progu przywitała nas kelnerka, która z lekka zachowywała się jak na haju, ciągle się śmiała, zagadywała, przesadnie ciągle pytając czy smakuje, czy wszystko w porządku, czy sylwester nam się udał ... Później dowiedziałam się, że Pani od kilku dni była zaangażowana w sprawę i odebrała nawet kwiaty, ponieważ poczta kwiatowa w nowy rok nie działała . Zaraz wszystko się wyjaśni... 
Zjedliśmy kolację z trzech dań, tyle ile na cały dzień ! Masakra ! Brzuch to pewnie miałam taki, że każdy szeptał "na bank jest w ciąży" :) Ale nie jestem, dla jasności :) W pewnym momencie, powiedziałam, że bardzo fajny dziś mieliśmy dzień i, że dziękuję a Krzysiek na to : "a dzien się jeszcze nie skończył"  ze swoim uśmieszkiem cwaniaka a ja z przekąsem : "Haha a co, wyciągniesz pierścionek?" JAKA GAFA ! K. szybko zmienił temat a ja znów sygnał zignorowałam. Dekiel ze mnie.
 Po całej kolacji... i deserze ... xD Krzysiek wyszedł pod pretekstem toalety (po raz drugi-myślę: bulimik, czy co?) I WRÓCIŁ ! Idzie nonszalancko pewny siebie z bukietem pąsowych róż, większych od mojej głowy, którą zupełnie w tym momencie straciłam... Prosi mnie o wstanie (oczywiście nie mogłam się wygrzebać z za stolika jak to ja) i zaczyna swoją przemowę . Ja cała w szoku, myślę sobie "no dobra, miło spędziliśmy dzień ale za co on mi dziękuje i po co ta pompa, WSZYSCY SIĘ GAPIĄ , o matko, PO CO JA SIĘ TAK NAŻARŁAM!!! " Dokładnie pamiętam te myśli :) I wtedy wręcza mi kwiaty, mówię no nie, trochę przesadził ale wtedy patrzę, a ON ... KLĘKA !!!  Wyciąga małe, okrągłe pudełeczko, rozwiązuje wstążkę a tam ... Łaaaa padnę i nie wstanę - pierścionek zaręczynowy . Do momentu tego pudełeczka nie wpadłam na pomysł z zaręczynami, myślałam, że poprostu chce, żeby ten wieczór był taki uroczysty. Mój mężczyzna wyznał mi miłość publicznie ogłaszając, że pewnego dnia chciałby mnie poślubić :) :) Teraz chwila na łzy ... ;)
 Ale ja nie płakałam, no może potem jak to do mnie doszło to łezka mi poleciała ale stałam tam wryta, myśli 150 na sekundę ale chyba z bananem na twarzy no i wiadomo... powiedziałam TAK ! Bo go kocham, bo i tak reszty życia nie wyobrażam sobie bez Niego i wiem, że moje serducho bije tym samym rytmem co jego i oby to trwało. 

Wiem, że niektórzy nie wierzą ani w miłość ani tym bardziej w małżeństwo ale ja wierzę w nas . W to, że zawsze znajdujemy drogę do porozumienia i, że wciąż pracujemy nad tym co mamy a mamy bardzo wiele, że się rozumiemy, szanujemy i kochamy. Wierzę, że dzięki tej deklaracji jesteśmy zmobilizowani jeszcze bardziej żeby pielęgnować naszą miłość . Chociaż mówiłam już to Krzyśkowi, z pierścionkiem czy bez, za dwa czy 20 lat i tak, jeśli chcemy, będziemy ze sobą . Tradycja jest piękna, warto jej dotrzymywać ale to nie ona jest naszym celem. Cel realizujemy na co dzień, będąc ze sobą. 

To taki był nasz nowy rok, na pewno na długo go zapamiętamy i na pewno Galway zostanie dla nas wyjątkowym miejscem :)

 Tego posta zupełnie nie planowałam :)







Idealny ! Taki, o jakim zawsze skrycie marzyłam, a najważniejsze - od właściwej osoby <3



czwartek, 1 stycznia 2015

New Years Eve - Galway trip !!

Na początku ślę życzenia, dla wszystkich: szczczęśliwości, zdrówka, miłości oraz samych pozytywnych wrażeń w nadchodzącym 2015 roku, kochani ! Happy new year !
Powiadają, że pierwszy dzień nowego roku wpływa na kolejne 364 dni. Oby nie tyczyło się to pogody bo tą na prawdę, nie możemy się dziś pochwalić. Co prawda, jest 12 stopni ale wieje (ponoć jakiś sztorm jest) i pada bez przerwy. Pokrzyżowało nam to troszeczkę nasze plany bo mieliśmy zwiedzać Galway, po raz pierwszy wybraliśmy się gdziekolwiek poza Kerry w Irlandii. Oboje bardzo byliśmy ciekawi i podekscytowani. Nasłuchaliśmy się opowieści o Galway, według niektórych to najurokliwsze miasteczko na zielonej wyspie. I rzeczywiście, jest klimatycznie i romantycznie. Miasteczko jest położone nad samym Atlantykiem. Przecina je rzeka a w centrum dookoła Eyre Square pełno jest ślicznych uliczek z kolorowymi domkami (bo pisząc kamienniczki chyba bym przesadziła.W Irlandii nie budują kolosów a i w miastach wieżowców się nie doszukasz . To są troszkę domki z Hobbitonu :)) Na każdym kroku słychać muzykę Riverdance i wprost roi się od wszelkiego typu restauracji i barów.
No ale nie będę idealizować, oprócz tych pięknych miejsc, jak to na naród Irlandzki przystało był i SYF! Myślę tu o wczorajszym wieczorze. Wybraliśmy się nocą w miasto, licząc na niezapomnianego sylwestra . Początek był dobry, byliśmy pod wrażeniem uroku miasta, dodatkowo uliczni grajkowie nastrajali klimat. Weszliśmy do klubu polecanego przez recepcjonistę (nie będę tu siać antyreklamy, więc bez nazw) miała być impreza maskowa, dostaliśmy maskę oraz kieliszek szampana, początek ok, muzyka ujdzie ale po tym... wpadł tłum pijanych niebotycznie nastolatków, dosłownie ludzie się o siebie potykali. Piski, wrzaski... Ja też lubię się bawić ale to był hardcore i nie czułam się komfortowo. Nie nasze klimaty więc kilkadziesiąt minut przed północą zwinęliśmy się w poszukiwaniu innej knajpy. Zaszliśmy w jakąś szemraną dzielnicę i tylko oglądałam się za siebie czy zaraz nie zarobimy rozbitą butelką w potylicę . MA-SA-KRA-CJA totalna! Wybiła dwunasta, pod niebem bez fajerwerków złożyliśmy sobie życzenia i stwierdziliśmy, że wracamy do hotelu . Ale i tak było miło . Dobrze, że mamy siebie i los na koniec roku nie spłatał nam figla, jesteśmy cali i zdrowi. Nowy rok na szczęście zapowiada się bardziej optymistycznie, tylko ta pogoda ... :(
Pierwszy dzień pobytu za nami ... Teraz czas zmykać i szykować się na noworoczny wieczór. Jutro druga część naszej wycieczki :)

P.S: Wielkim wysiłkiem i zmaganiami z pogodą udało nam się zrobić kilka fotek :)

Buziaki i gorące pozdrowienia !
















A na osłodę, w taką pogodę gorąca czekolada !!!


Mój słooooodki mężczyzna <3



wtorek, 30 grudnia 2014

King Fish - Salmon with Quinoa and Veg Salad

Wczoraj przed zaśnięciem oglądaliśmy z K. powtórki MasterChefa . W sumie, niezbyt dobra pora bo zawsze, jak oglądamy jakie smakołyki tam przyrządzają, najchętniej natychmiast spenetrowałoby się lodówę... Zainspirowałam się więc a raczej ochota straszna na rybę mnie naszła i tak seafood chodzi za mną już od jakiegoś czasu... Z rana trening a po treningu lunch - iście królewski, bo łosoś to przecież nie jakiś tam chłystek. Do tego samo zdrowie - quinoa oraz sałatka ze świeżych warzywek z sosem vinegret i granatem. 
Efekt podziwiać można poniżej :)

Do następnego...



poniedziałek, 29 grudnia 2014

Monday morning !

Są takie dni, którym z góry przypisujemy znaczenie . Dlaczego niedziela, na przykład, jest  leniwa i to na nią wyczekujemy bo jest tak błogo i beztrostko. To jaki powinien być poniedziałek żeby reszta tygodnia nie była tylko przerywnikiem między weekendem ? Niektórzy mówią, że w poniedziałek nadrabiamy, że to taka rekompensata za grzeszki niedzieli. Moja niedziela była ok. Nie była ani leniwa ani mega pracowita.
 Za to poniedziałek, oj poniedziałek to inna bajka bo zaczął się baaaardzo aktywnie! Polecam ! Wstałam o 8. Jak na mnie - nietypowo :) Cichutko, na paluszkach, żeby nie obudzić K. wykradłam matę, adidasy, wskoczyłam w legginsy i przywitałam wstające słonko skacząc, biegnąc i tuptając. Rozbudziłam się, doładowałam a po świętach każdy wysiłek mile widziany jeśli nie chcemy, żeby oponka na brzuchu nam urosła :) A teraz zajadam śniadanie w postaci mojego ulubionego musli z orzechami, nasionami, bananem i mlekiem sojowym . Mniam :) 

Energii na resztę dnia nie brak a i tydzień zapowiada się nieźle. Nowy rok zbliża się wielkimi krokami. Swoją drogą, kto zrobił już postanowienia ? 

Buziaki !

sobota, 27 grudnia 2014

Koniec świątecznej przerwy - święta na zielonej wyspie

Witajcie !

Wracam do Was po niemałej przerwie z relacją jak wyglądały nasze pierwsze święta w Ie. Nie mieliśmy śniegu, jest tu zielono cały rok i nawet płatek nie spadł ale wcale nie ujęło to uroku świątecznej atmosferze. Chociaż były to nasze pierwsze święta spędzone bez rodziców i rodzeństwa i oczywiście tęsknimy za naszymi bliskimi oraz myślimy o nich intensywnie, nie brakowało nam rodzinnego ciepła.
Odwiedziliśmy Krzyśka kuzynki mieszkające niedaleko i z nimi spędziliśmy ten uroczysty czas. Było przyjemnie a czasem śmiesznie. Dla dzieciaków największą frajdą był Mikołaj, rzecz jasna i niezliczona ilość prezentów ... I my byliśmy grzeczni w tym roku. Tak mi się wydaje. Pomimo, że umówiliśmy się, że nie robimy sobie prezentów z Krzyśkiem oboje chcieliśmy się nawzajem zaskoczyć i skrycie przemyciliśmy wzajemne upominki :D
Uczta też była nie byle jaka a rarytasów nie dało się przejeść w te kilka dni.  Ja już drugiego dnia wymiękłam i szczerze myślałam, że nie tknę totalnie nic przez cały dzień ale z rana ruszyliśmy z Fabiem na jogging (tzn. ja jogging, on cycling) i znów pochłonęłam kolejne porcje barszczu z uszkami, śledzika i innych pyszności :) Zdecydowanie moim faworytem w tym roku jest chałwowy sernik Kini ! PY-CHA ! Baaaaardzoooo to wszystko nam się podobało a i my mamy nadzieję, że byliśmy dobrymi kompanami biesiadowania ;) Oby więcej takich spotkań a teraz kilka fotek. Swoją drogą, niewiele ich narobiliśmy ale chociaż taki skrawek wspomnień nam się ostał :) Teraz wyczekujemy nowego roku !

Pozdrawiam !






Do Ola Mik O'why przyszedł osobiście;)



Nasze słodziaki - Oleczek i Julinda <3









czwartek, 18 grudnia 2014

CHECK OUT !

Mimo, że święta za pasem nie znaczy to, że rzucam teraz wszystkie moje tak ciężko wypracowane nawyki w niepamięć. Nie siedzę na kanapie z michą ciastek czy cukierków :) Dziś dzień rozpoczęłam tym oto, pysznym, zielonym smoothie ;)

rukola, ogórek, avocado, kiwi, mięta , siemię lniane, pestki dyni


 Biegam dalej (choć pogoda mi ostatnio w tym nie pomaga i coraz częściej wybieram trening w domu). Jak pisałam wcześniej, tryb uległ delikatnej zmianie. Pora ćwiczeń jest teraz rozłożona na dwie. Z rana, zaraz po przebudzeniu mówię dzień dobry Mel B i wspólnie walczymy przez około 30 min. (cardio, 10 min pośladki i ABS), jeśli po tym nie burczy mi jeszcze w brzuchu chwytam za skakankę. Trening na czczo migiem pozbywa się tkanki tłuszczowej ale nie powinien trwać dłużej niż pół godziny. Po tym wysiłku, pochłaniam śniadanie niczym odkurzacz ale przez resztę dnia nie mam problemu z brakiem energii :) Druga faza jest wieczorem, ostatnio zaczynam od rozciągnięcia, potem są interwały i aeroby (dobrze sprawdzają się ćwiczenia Ewy Chodakowskiej).W ciągu dnia jem 3-4 posiłki, dużo warzyw, owoców, nabiału . Dużo piję a ostatnio nawet, polubiłam czerwoną herbatę. Może smakiem nie zachwyca ale za to ma wiele innych pozytywnych właściwości. To chyba na tyle. Jak na razie nie pożarłam pierników, które upiekłam więc chyba jest spoko... Poniżej fotki z ostatniego tygodnia, jak to wyglądało u mnie z posiłkami - tak żeby udowodnić, że nie głoduję Haha :) 
A tymczasem, życzę wszystkim MIŁEGO DNIA ! 
BUZIAKI !

Smoothie (pomarańcz, banan, ananas, mleko roślinne)

Quinoa (komosa ryżowa), sałatka z rukoli z fetą , kurczak z bakłażanem i suszonymi pomidorkami

Sałatka (rukola, bakłażan+chilli, suszone pomidory, feta, sos balsamiczny)

 Brązowy ryż curry, brukselka i jajo sadzone- z serii "obiad na szybko" :)


Musli, zielona i przekąska z łososiem (zestaw- krakersy, łosoś, sos- ja wolę z almette oraz burakowe perełki można zakupić w tesco)


 Chia, muslli i jogurt jagodowz


Makaron ze szpinakiem i mazarellą 




wtorek, 16 grudnia 2014

Pierniczki

Rozpoczęliśmy wytwórstwo świątecznych ciasteczek na szeroką skalę ! Konsument nie byle jaki, więc mamy nadzieję, że zaspokoimy wymogi .
 Po raz pierwszy piekłam pierniczki sama i szczerze obawiałam się, że coś mi nie wyjdzie ale jednak się udało. Uff :)!  Pierniczki zaraz po upieczeniu były pulchne i mięciutkie (dziwi mnie, że tak bardzo wyrosły bo ciasto było cieniusieńko rozwałkowane), po kilkudziesięciu minutach, gdy już wystygły, zaczęłam je dekorować. Zauważyłam, że stwardniały ale to podobno dobrze, za kilka dni będą idealnie kruche (tak piszą). Teraz, moje wypieki, odpoczywają sobie w pudełku z mikołajem, szczelnie zamknięte i czekają do świąt a wtedy popakuję je ładnie i część sprezentuję naszym bliskim.
Tak sobie myślę, dzięki blogowi wiele chwil zostaje tu udokumentowanych, fajnie będzie za kilka lat odczytać ten post i przypomnieć sobie ten dzień.
Pozdrawiam !



Jest i świąteczny akcent w kuchni ;)