sobota, 17 stycznia 2015

Coś dla łasucha co nie chce mieć brzucha ! CHICKPEAS,CHICKEN ROLLS WITH SPINACH and LIME-HONEY SAUCE + KIWI MOUSSE DESSERT

Witajcie kochani,
Dziś specjalnie dla tych, którzy dbają o linię, propozycja "PRZE" posiłku."PRZE" ponieważ jest PRZEzdrowy oraz PRZEpyszny!

CIECIERZYCA
Ciecierzyca (cieciorka czy groch włoski) to świetna alternatywa dla ziemniaków czy makaronu. Od dłuższego czasu zachęcam Was do zastąpienia tych mało wartościowych a zapychających produktów kaszami, ciemnym ryżem i pełnozbożowymi propozycjami posiłków. Zapewniam, że wyjdzie nam to na zdrowie ! 
Ciecierzyca to roślina strączkowa. Jej porcja zawiera w sobie nieocenioną ilość błonniku i wartości odżywczych przede wszystkim białka i węglowodanów. Przez osoby nie uznające mięsa jest podstawowym elementem wielu dań z powodzeniem zastępując białka pochodzenia zwierzęcego.
W 100 g ugotowanej ciecierzycy jest aż 8,86 g białka, które wykazuje stosunkowo dużą wartość odżywczą, m.in. dlatego, że dostarcza tych aminokwasów, których nie posiadają białka znajdujące się w produktach zbożowych. Jednak mimo to nie może w 100 proc. zastąpić pełnowartościowego białka pochodzenia zwierzęcego, np. białka mleka. Specjaliści z Instytutu Żywności i Żywienia przekonują, że w takiej sytuacji wystarczy połączyć ciecierzycę (jak wszystkie rośliny strączkowe) z innymi produktami roślinnymi w jednym posiłku (np. kaszą), by stworzyć dobre źródło pełnowartościowego białka.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/ciecierzyca-wlasciwosci-i-wartosci-odzywcze-cieciorki_33844.html
W 100 g ugotowanej ciecierzycy jest aż 8,86 g białka, które wykazuje stosunkowo dużą wartość odżywczą, m.in. dlatego, że dostarcza tych aminokwasów, których nie posiadają białka znajdujące się w produktach zbożowych. Jednak mimo to nie może w 100 proc. zastąpić pełnowartościowego białka pochodzenia zwierzęcego, np. białka mleka. Specjaliści z Instytutu Żywności i Żywienia przekonują, że w takiej sytuacji wystarczy połączyć ciecierzycę (jak wszystkie rośliny strączkowe) z innymi produktami roślinnymi w jednym posiłku (np. kaszą), by stworzyć dobre źródło pełnowartościowego białka.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/ciecierzyca-wlasciwosci-i-wartosci-odzywcze-cieciorki_33844.html
Ja bez mięsa nie wyobrażam sobie mojej diety ale bardzo chętnie wykorzystuję cieciorkę poza tym uwielbiam hummus!

 Ciekawostka --> Ciecierzyca działa pobudzająco a wdg niektórych zaliczana jest nawet do grona afrodyzjaków :)

A wracając do dzisiejszego lunchu - zaserwowane zostały roladki z piersi z kurczaka ze szpinakiem oraz kozim serem. Do tego przyrządziłam sos limonkowy z miodem, fajnie komponujący się z kurczakiem... Na wierzch, avocado i potarta skórka z limonki. Czujecie ten zapach? A smak? Mmmmm... Tercetu dopełniła ugotowana uprzednio ciecierzyca oraz sałatka ze świerzych warzywek. Swoją drogą gdy gotuje się ciecierzycę warto wiedzieć, że dzień wcześniej należy moczyć ją w zimnej wodzie a gotować minimum 1 h. 

DESER - mus z kiwi i banana (6 sztuk kiwi, 1 banan, łyżka miodu) przekładany jest mieszanką jogurtu naturalnego z serkiem maskarpone (bądź maskarBone, jak to mówi Krzyś :) ) a wierzch posypany jest wiórkami kokosowymi . Dekoracja wedle uznania :)
Całość przygotowań zajęła mi godzinę, jak widzicie nie jest to, aż tak pracochłonne.

Mam nadzieję, że pobudziłam Wasze kubki smakowe a teraz fotki :) 
Buziaki!








piątek, 16 stycznia 2015

STRETCHING/ Rozciąganie - PO CO, NA CO i JAK ?

Dziś post troszkę z zakresu teorii. Jak się coś robi to warto wiedzieć czy robimy to dobrze, co robić żeby poprawić efekty, co zmienić i NAJWAŻNIEJSZE - jak to zrobić, żeby sobie nie zaszkodzić ?
Odpowiedni trening powinien składać się z kilku etapów, przede wszystkim nigdy nie powinniśmy zapominać o rozgrzewce, jeśli nie chcemy nabawić się bolesnych kontuzji. W rozgrzewce powinien znaleźć się czas na pewien element, o którym wiele osób niestety bardzo często zapomina. Myślę o stretchingu czyli ROZCIĄGANIU. Sama przyznam się, że jeszcze pół roku temu nie miałam o tym zielonego pojęcia.
Rozciągać powinniśmy się zarówno po rozgrzewce, przed treningiem jak i po trenigu. Dlaczego? Przede wszytkim ze względu na ochronę naszych stawów. Mamy wówczas większy zakres ruchu a to z kolei wpływa na efektywość naszych ćwiczeń. Bardziej rozciągnięte mięśnie, to większy napływ krwi a lepsze ukrwienie to bardziej utlenione tkanki .
Gdy się dobrze rozciągniemy, czujemy specyficzne ciepełko w mięśniach. To dlatego, że krew intensywnie tłoczona jest do mięśnia, który przy rozciąganiu zwiększa swoją objętość.
 Lepsze utlenienie = lepszy rezultat!
Po drugie rozciąganie wzmacnia nasze ścięgna, jesteśmy wtedy mniej narażeni na urazy. Sama zaczęłam obserwować to przy bieganiu zwłaszcza, że nie raz zdarzyło mi się nadwyrężyć kostki. Od czasu, gdy zaczęłam się porządnie rozciągać już nie mam z tym problemu.
A po treningu, to po co znowu się rozciągać? A no, po to żeby rozluźnić mięśnie, ustabilizować ciśnienie krwi, wyciszyć organizm.
Poza tym rozciąganie wysmukla sylwetkę oraz zapobiega przykurczom :)
JAK ?
Przede wszystkim ostrożnie. Krok po kroku, trzeba poznać swoje ciało i możliwości. Przy rozciąganiu łatwo zrobić sobie krzywdę i naderwać ścięgna. Przed treningiem należy rozciągać się statycznie czyli stopniowo i powoli  do momentu oporu/bólu. Każdy ma inny zakres bólu i trzeba naprawdę uważać i nie robić nic gwałtownie, na siłę. Po osiągnięciu granicy wracamy do pozycji wyjściowej i powtarzamy ćwiczenie kilkakrotnie a z czasem będzie nam coraz łatwiej je wykonać .
 Ja jako wierna fanka polecam Mel B. Link --->
https://www.youtube.com/watch?v=QQm4guqGEBE




środa, 14 stycznia 2015

Green Day Rulez !

Po dłuuuugim weekendzie koniec obżarstwa i lenistwa. Treningi w ruch a do garnka samo zdrowie! Dziś w jadłospisie, zdecydowanie króluje kolor zielony. W menu do wyboru od rana :
1. Śniadanie - ciemny chleb litewski z serkiem almette, sałata rukola i roszponka oraz pomidorki koktajlowe. Na zagrychę, do pochrupania rzodkiewka i zielone oliwki. Do popicia, syty i orzeźwiający smoothie z kiwi, ogórka, mleka sojowego oraz mięty. Nikt nie powinien być głodny po takim śniadaniu...
2. Obiad/Lunch - Zupa - krem z brokułów z prażonymi nasionami słonecznika oraz gotowana pierś z kurczaka.
3. Podwieczorek - jabłko i kilka czekoladek + mamba !! Wiem, nie powinnam ale jak się w domu siedzi bo strach wyjść, tak wieje, to co ja poradzę... Zrobię dodatkowe brzuszki i będzie git :D Z resztą w zdrowym odżywianiu istnieje zasada 80%/20%, gdzie owe 20 stanowią produkty, na które, jak od czasu do czasu sobie pozwolimy nic złego się nie stanie. Popadanie w radykalizmy do granic możliwości, też nie jest zdrowe :)
4. Kolacja - Sałatka - Szpinak, rukola, roszponka, pomidorki koktajlowe, oliwki oraz ser kozi z sosem balsamicznym. Mmmm...

Same pyszności a jaka porcja witamin i żelaza !






czwartek, 8 stycznia 2015

TRY THIS AT HOME, I DO !

Nareszcie są ! Upatrywałam się w sklepach sportowych na kilka must have sprzęcików, które pomogły by mi przezwyciężyć rutynę w ćwiczeniach. A najbardziej liczę na wykorzystanie ich przy ABS...
No i znalazłam. W lidlu (wiem, że w Polsce też) i w aldim ruszyły oferty sportowe i na prawdę można wychaczyć całkiem fajne rzeczy po przystępnych cenach . Nie ma co się bać bo od takich ciężarków, nie staniemy się od nich napompowanymi pakerami a mięśnie na pewno będą silniejsze, szybciej spalimy tkankę tłuszczową i zadbamy przy tym o stawy a delikatnie zarysowane linie mięśni wdg mnie, są tym bardziej sexy :) To, że hantelki tylko dla facetów - bzdura wierutna!
Jeśli to kogoś nie przekonuje, warto wiedzieć, że kilogram mięśni jest mniejszy objętościowo o 18 % niż tkanka tłuszczowa. Także polecam - dzisiejsi bohaterowie treningu : kettlebellsy 2,5 i 5 kg, hantelki 1kg i 2kg oraz piłka :)
A teraz wracam do treningu ! 
Buziaki !





środa, 7 stycznia 2015

Nothing tastes as good as beeing fit feels ! 22 KILO TEMU ...

Dziś polecę hardcorem. Pokażę zdjęcia, które w czeluściach dysku C, gdzieś na dnie , dłuuuugo nie widziały światła dziennego i sama jak je zobaczyłam to się nie poznałam. Teraz już rozumiem reakcję znajomych, z którymi jakiś czas nie miałam kontaktu. Rzeczywiście zadziało się dużo :) 
Co Wam powiem to Wam powiem ale sama z siebie jestem dumna ! Kiedy zaczynałam zmiany ( rok temu ) myślałam o zdrowiu i samopoczuciu nie o samej metamorfozie, nawet nie nazywałam tego w tych kategoriach. Chciałam zmienić swoje życie i nawyki bo widziałam, że nie były dobre. Dopiero potem pokochałam ruch, zdrowe odżywianie i to, że wreszcie czuję się dobrze w swoim ciele. Chociaż zawsze mam do siebie dość dużo dystansu, to w czasie 22 kilo temu nie lubiłam... Ba ! Nie nawidziłam, kiedy ktoś robił mi zdjęcia i aż się dziwie, że cokolwiek udało mi się znaleźć z tamtego czasu gdyż sukcesywnie się ich pozbywałam. Znacie moją historię a teraz postaram się ją zwizualizować. Pokażę, że można a wszystko zaczyna się od "chciejstwa". Jednak nic nie dzieje się od razu, aby plan wypalił potrzeba czasu, wytrwałości, poświęcenia, hektolitrów wylanego potu a nawet łez. Początki są ciężkie ale gdy się czegoś pragnie, można to osiągnąć. 
Żeby zawalczyć każdy moment jest dobry, nigdy nie jest za późno. Ja wciąż nie rezygnuję i staram się podnosić poprzeczkę coraz wyżej i stawiać sobie nowe cele. Pierwszy rok tej przygody za mną a kolejne mogą być już tylko lepsze !!
Życzę miłego wieczoru  i zapraszam do przejżenia galerii mojej odmiany :)

FAZA I - Moja waga zazwyczaj wachała się między 60 - 65 ale przyszedł taki moment kiedy osiągnęła szczyt 73-76 kg, tak naprawdę nie umiałam określić swojego problemu ale nie czułam się ze sobą dobrze. Zauważyłam, że jestem "dość szeroka" ale wciąż wypierałam ten obraz odrzucając jakąkolwiek wolę zmiany. Przyszedł moment wyjazdu za granicę, ciężka praca uświadomiła mi nadprogramowe kg, brak kondycji. Wyobraźcie sobie dzwigać co dzień ze sobą np. worek kamieni ważący ponad 20 kg po schodach. Zdechnąć można !




FAZA II - Pierwsze kilogramy poleciały dzięki pracy, następnie koleżanka namówiła mnie do wspólnego ruchu. Kondycja i samopoczucie się poprawiły a ja zaczęłam częściej uśmiechać się do siebie w lustrze :)


FAZA III - regularny trening oraz zdrowe odżywianie zostały wdrożone w życie... a po 4 miesiącach były już widoczne tego efekty ...



 Po 6 miesiącach ...


FAZA IV -  Dzień za dniem upływa, rok mija a ja wciąż pracuję nad sobą, trzymam się zdrowej diety, podejmuję nowe wyzwania i pokochałam ruch. Początkowe poczucie obowiązku i chęć zmiany zastąpiła pasja i nowy, lepszy sposób na życie  :)




Ostatnie zdjęcie zostało zrobione dziś :)


I dla przypomnienia:



wtorek, 6 stycznia 2015

Deser - w roli głównej MASCARPONE i TRUSKAWKA

Powinnam napisać mascarBone bo to Krzyśkowa nazwa i podejrzewam, że ów samo nazewnictwo było powodem wczorajszej trudności odnalezienia przez Niego tego produktu w sklepie :) Historia się powtarza bo moje kochanie, niegdyś wysłane z misją odnalezienia sałaty wpada z kapustą a na moje oburzenie odpowiada : "to co, nie możesz z tym zrobić sałatki?". Hmmm ... :) Także zamiast serka MASCARPONE, mamy deser z mascarBone i riccottą a bohaterem dania jest mus z truskawek, malin i owocu granatu do tego posypka z gorzkiej czekolady i listek mięty . 
Enjoy !

 


niedziela, 4 stycznia 2015

NEW START - EAT SMART + keep fit !

Na szczęście czas beztroskiego lenistwa, obżarstwa i opilstwa dobiegł końca i można powrócić do "szarej" codzienności. Nowy rok to nowe wyzwania a mobilizacja tym większa, bynajmiej u mnie :)  Jestem pełna energii i optymizmu, oby tylko czas nie uciekał za szybko i udało mi się zrealizować moje postanowienia. Zaczynam plany wcielać w życie. Będzie więcej lekkich przepisów, jeszcze więcej ruchu a niektóre rzeczy ulegną totalnej zmianie ale o tym sukcesywnie, krok po kroku :)  Na pewno jest nad czym pracować !
A dziś - niedziela więc zaraz po niedzielnym śniadanku z moim NARZECZONYM wskoczyłam w utęsknione od kilku dni runnersy i ze słuchawkami w uszach ruszyłam przed siebie. Nie mam pojęcia jaki dystans przebiegłam ale łydki dają o sobie wyraźnie znać :) Ale fajnie wrócić do swoich zajęć - moja druga wielka miłość przecież nie może być zaniedbywana! Wracając, myślałam już tylko o jedzeniu. 
Przygotowałam lunch: 
Kotleciki z kaszą jaglaną, mięsem z indyka i warzywkami (cukinia, marchewka, pietruszka, kolendra ...) do tego brokuły i grillowane plasterki cukinii. Zdrowe i pożywne !


 Oczywieście pożarłam już kilka kotletów przy pieczeniu bo pachniały pysznie !

A tu widoczki podczas biegania - aż żal w taką pogodę siedzieć w domu ...





piątek, 2 stycznia 2015

BIG QUESTION - Galway trip

Sylwester był taki sobie ale Nowy rok to dopiero historia !! Nie wiem od czego zacząć bo do teraz wydaje mi się to takie nierzeczywiste. Jak sen. Jak bajka powinnam napisać, ale to jednak prawda .
Wczorajszemu wieczorowi towarzyszyły wielkie emocje bo i niespodzianka była wielka i na pewno, nigdy, przenigdy nie domyśliłabym się jej finału :D 
Cały nowy rok, w odróżnieniu od wieczoru sylwestrowego minął nam bardzo przyjemnie. Zwiedzaliśmy Galway. Jak pisałam wcześniej miasteczko jest bardzo klimatyczne i urokliwe. Pogoda, fakt, była okropna ale i tak cieszyliśmy się z wspólnie spędzonego urlopu . Świętowaliśmy, jedliśmy smakołyki (za dużo smakołyków) i w ogóle było jakoś tak specjalnie. Czułam, że coś wisi w powietrzu ale sama byłam podekscytowana więc myślałam, że to stąd. Nie no, nie myślałam ... bo kto by pomyślał ?!! 

Na wieczór mieliśmy rezerwację w restauracji. No i gdybym ja sobie to wszystko do kupy poskładała !! Tyle było znaków np. w święta przy kolacji spadł mi pierścionek z palca xD Krzysiek zerwał się ze stołu, podniósł, spojrzał na mnie i pyta "a jaki Ty rozmiar palca wogóle masz, takie masz chude te paluszki" Haha. Teraz to śmieszne ale wtedy nic się nie skapnęłam i mimochodem wymamrotałam, że nie mam pojęcia. Później K. Przyznał mi się, że zawinął kilka dni później ten pierścionek żeby pokazać jubilerowi. W ogóle konspirat, wszystko knuł na boku od kilku miesięcy a ja najmniejszego pojęcia nie miałam . W hotelu w pewnej chwili zauważyłam, że się zamyślił i uśmiechał sam do siebie ale twierdził, że tylko sobie coś przypomniał. No dobra, wracam do resturacji ... Było pysznie !! Najlepsza kolacja w moim życiu i nawet gdyby nie to co stało się potem i tak bym była zachwycona. Od progu przywitała nas kelnerka, która z lekka zachowywała się jak na haju, ciągle się śmiała, zagadywała, przesadnie ciągle pytając czy smakuje, czy wszystko w porządku, czy sylwester nam się udał ... Później dowiedziałam się, że Pani od kilku dni była zaangażowana w sprawę i odebrała nawet kwiaty, ponieważ poczta kwiatowa w nowy rok nie działała . Zaraz wszystko się wyjaśni... 
Zjedliśmy kolację z trzech dań, tyle ile na cały dzień ! Masakra ! Brzuch to pewnie miałam taki, że każdy szeptał "na bank jest w ciąży" :) Ale nie jestem, dla jasności :) W pewnym momencie, powiedziałam, że bardzo fajny dziś mieliśmy dzień i, że dziękuję a Krzysiek na to : "a dzien się jeszcze nie skończył"  ze swoim uśmieszkiem cwaniaka a ja z przekąsem : "Haha a co, wyciągniesz pierścionek?" JAKA GAFA ! K. szybko zmienił temat a ja znów sygnał zignorowałam. Dekiel ze mnie.
 Po całej kolacji... i deserze ... xD Krzysiek wyszedł pod pretekstem toalety (po raz drugi-myślę: bulimik, czy co?) I WRÓCIŁ ! Idzie nonszalancko pewny siebie z bukietem pąsowych róż, większych od mojej głowy, którą zupełnie w tym momencie straciłam... Prosi mnie o wstanie (oczywiście nie mogłam się wygrzebać z za stolika jak to ja) i zaczyna swoją przemowę . Ja cała w szoku, myślę sobie "no dobra, miło spędziliśmy dzień ale za co on mi dziękuje i po co ta pompa, WSZYSCY SIĘ GAPIĄ , o matko, PO CO JA SIĘ TAK NAŻARŁAM!!! " Dokładnie pamiętam te myśli :) I wtedy wręcza mi kwiaty, mówię no nie, trochę przesadził ale wtedy patrzę, a ON ... KLĘKA !!!  Wyciąga małe, okrągłe pudełeczko, rozwiązuje wstążkę a tam ... Łaaaa padnę i nie wstanę - pierścionek zaręczynowy . Do momentu tego pudełeczka nie wpadłam na pomysł z zaręczynami, myślałam, że poprostu chce, żeby ten wieczór był taki uroczysty. Mój mężczyzna wyznał mi miłość publicznie ogłaszając, że pewnego dnia chciałby mnie poślubić :) :) Teraz chwila na łzy ... ;)
 Ale ja nie płakałam, no może potem jak to do mnie doszło to łezka mi poleciała ale stałam tam wryta, myśli 150 na sekundę ale chyba z bananem na twarzy no i wiadomo... powiedziałam TAK ! Bo go kocham, bo i tak reszty życia nie wyobrażam sobie bez Niego i wiem, że moje serducho bije tym samym rytmem co jego i oby to trwało. 

Wiem, że niektórzy nie wierzą ani w miłość ani tym bardziej w małżeństwo ale ja wierzę w nas . W to, że zawsze znajdujemy drogę do porozumienia i, że wciąż pracujemy nad tym co mamy a mamy bardzo wiele, że się rozumiemy, szanujemy i kochamy. Wierzę, że dzięki tej deklaracji jesteśmy zmobilizowani jeszcze bardziej żeby pielęgnować naszą miłość . Chociaż mówiłam już to Krzyśkowi, z pierścionkiem czy bez, za dwa czy 20 lat i tak, jeśli chcemy, będziemy ze sobą . Tradycja jest piękna, warto jej dotrzymywać ale to nie ona jest naszym celem. Cel realizujemy na co dzień, będąc ze sobą. 

To taki był nasz nowy rok, na pewno na długo go zapamiętamy i na pewno Galway zostanie dla nas wyjątkowym miejscem :)

 Tego posta zupełnie nie planowałam :)







Idealny ! Taki, o jakim zawsze skrycie marzyłam, a najważniejsze - od właściwej osoby <3



czwartek, 1 stycznia 2015

New Years Eve - Galway trip !!

Na początku ślę życzenia, dla wszystkich: szczczęśliwości, zdrówka, miłości oraz samych pozytywnych wrażeń w nadchodzącym 2015 roku, kochani ! Happy new year !
Powiadają, że pierwszy dzień nowego roku wpływa na kolejne 364 dni. Oby nie tyczyło się to pogody bo tą na prawdę, nie możemy się dziś pochwalić. Co prawda, jest 12 stopni ale wieje (ponoć jakiś sztorm jest) i pada bez przerwy. Pokrzyżowało nam to troszeczkę nasze plany bo mieliśmy zwiedzać Galway, po raz pierwszy wybraliśmy się gdziekolwiek poza Kerry w Irlandii. Oboje bardzo byliśmy ciekawi i podekscytowani. Nasłuchaliśmy się opowieści o Galway, według niektórych to najurokliwsze miasteczko na zielonej wyspie. I rzeczywiście, jest klimatycznie i romantycznie. Miasteczko jest położone nad samym Atlantykiem. Przecina je rzeka a w centrum dookoła Eyre Square pełno jest ślicznych uliczek z kolorowymi domkami (bo pisząc kamienniczki chyba bym przesadziła.W Irlandii nie budują kolosów a i w miastach wieżowców się nie doszukasz . To są troszkę domki z Hobbitonu :)) Na każdym kroku słychać muzykę Riverdance i wprost roi się od wszelkiego typu restauracji i barów.
No ale nie będę idealizować, oprócz tych pięknych miejsc, jak to na naród Irlandzki przystało był i SYF! Myślę tu o wczorajszym wieczorze. Wybraliśmy się nocą w miasto, licząc na niezapomnianego sylwestra . Początek był dobry, byliśmy pod wrażeniem uroku miasta, dodatkowo uliczni grajkowie nastrajali klimat. Weszliśmy do klubu polecanego przez recepcjonistę (nie będę tu siać antyreklamy, więc bez nazw) miała być impreza maskowa, dostaliśmy maskę oraz kieliszek szampana, początek ok, muzyka ujdzie ale po tym... wpadł tłum pijanych niebotycznie nastolatków, dosłownie ludzie się o siebie potykali. Piski, wrzaski... Ja też lubię się bawić ale to był hardcore i nie czułam się komfortowo. Nie nasze klimaty więc kilkadziesiąt minut przed północą zwinęliśmy się w poszukiwaniu innej knajpy. Zaszliśmy w jakąś szemraną dzielnicę i tylko oglądałam się za siebie czy zaraz nie zarobimy rozbitą butelką w potylicę . MA-SA-KRA-CJA totalna! Wybiła dwunasta, pod niebem bez fajerwerków złożyliśmy sobie życzenia i stwierdziliśmy, że wracamy do hotelu . Ale i tak było miło . Dobrze, że mamy siebie i los na koniec roku nie spłatał nam figla, jesteśmy cali i zdrowi. Nowy rok na szczęście zapowiada się bardziej optymistycznie, tylko ta pogoda ... :(
Pierwszy dzień pobytu za nami ... Teraz czas zmykać i szykować się na noworoczny wieczór. Jutro druga część naszej wycieczki :)

P.S: Wielkim wysiłkiem i zmaganiami z pogodą udało nam się zrobić kilka fotek :)

Buziaki i gorące pozdrowienia !
















A na osłodę, w taką pogodę gorąca czekolada !!!


Mój słooooodki mężczyzna <3